dane klientek
Imię klientki trafia do modelu. Jej adres już nie
Wolę napisać wprost, co model widzi, niż obiecywać, że nie widzi niczego. Pracuję na modelach codziennie, więc część danych przez nie przechodzi. Pilnuję, która część i na jakich warunkach.
Granicę wyznacza rodzaj danych, nie zadanie. W sklepie rozróżniam cztery:
- Produkty i katalog. Opisy, skład, ceny, stany. Tu nie ma niczyich danych, więc model pracuje bez ograniczeń.
- Sprawy wewnętrzne sklepu. Marże, sprzedaż, zamówienia u dostawcy. Model dostaje je wtedy, gdy zadanie ich wymaga.
- Dane osób. Kto kupił, pod jaki adres, telefon, mail. Tu liczy zwykły kod na moim komputerze. Model dostaje skróty zamiast nazwisk albo wynik zbiorczy, bez ani jednego kontaktu.
- Dostępy. Klucze do sklepu i hasła nie trafiają do modelu nigdy. Leżą zaszyfrowane, a narzędzie, w którym pracuje model, w ogóle ich nie ma. Pilnuje tego osobny test.
Poczta to jedyne miejsce, w którym model czyta tekst napisany przez klientkę, bo inaczej nie napisze szkicu odpowiedzi. Zanim wiadomość do niego trafi, kod zakrywa w niej adresy mailowe i numery telefonów. Adresata odpowiedzi wpisuje kod, nie model. Imię i nazwisko nadawczyni idą do modelu, tak samo jak wszystko, co klientka sama wpisała w treść. Zostawiłem to świadomie, po przejrzeniu prawdziwych wiadomości. To nadal są dane osobowe, więc przechodzą wyłącznie przez połączenie na warunkach firmowych.
Maskowanie łapie wzory, czyli adresy i numery. Imienia ani numeru z literówką nie złapie, dlatego nie piszę, że ryzyko znika. Piszę, że jest mniejsze, i wiem, co zostaje.
Tu leży różnica między czatem a połączeniem przez API. W oknie czatu o tym, co trafi do modelu, decyduje człowiek w chwili wklejania. Przy API decyduje kod napisany z góry i nie ma okna, do którego dałoby się wkleić całą bazę. Na warunkach firmowych dostawca nie trenuje modelu na tych danych i trzyma je najwyżej 30 dni, na serwerach w USA.
Szkic odpowiedzi czytam i wysyłam sam. Model nie ma narzędzi, którymi mógłby cokolwiek wysłać.